przyszedł, aby służyć

Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu.
Ewangelia Marka 10,45

 

Marek (Jan Marek) był współpracownikiem apostoła Pawła. Towarzyszył mu podczas pierwszej podróży misyjnej. Z Dziejów Apostolskich 13,13 i 15,38 dowiadujemy się jednak, że nie był on wytrwałym pomocnikiem apostoła, gdyż w pewnym momencie odłączył się od Pawła, a następnie zrezygnował z tej służby. Później czytamy, że znów podjął ją i dalej współpracował z Pawłem (2. Tym. 4,11).

Przyglądając się temu, jaka była jego służba dla Pana, być może dziwi nas to, że Bóg akurat jego wybrał, by pokazał w swojej Ewangelii Pana Jezusa jako doskonałego sługę. Może jednak dzięki temu, czego doświadczył na sobie, zrozumiał, jakim niedościgle wiernym i oddanym sługą był Pan Jezus!
Słowem kluczowym tej Ewangelii jest „zaraz” („następnie”). Pan Jezus jako człowiek na tej ziemi był nieustannie czynny w służbie dla swojego Boga. Przechodził od jednego zadania do kolejnego.

W Ewangelii Marka nie ma rodowodu Pana Jezusa. Dlaczego? W przypadku sługi czy pracownika pochodzenie nie jest decydujące. Marek nie przekazuje również słowo w słowo kazań wygłoszonych przez Pana ani też nie robi żadnych przerw czasowych w opisie – wszystko u niego dzieje się nieprzerwanie i zmierza do tego zadania, jakie Panu Jezusowi powierzył Bóg – do dzieła na krzyżu, zmartwychwstania i wniebowstąpienia.

Pod koniec Ewangelii Marka czytamy o zmartwychwstałym Panu, jak zasiada po prawicy Bożej. Jego uczniowie mieli kontynuować dzieło, które rozpoczął ich Mistrz w tym świecie. A w rozdziale 16,20 czytamy: A Pan im pomagał…. On służył nadal! I czyni to także dzisiaj.