Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Jaka jest różnica?

Często słyszę takie pytanie:
jaka jest różnica między katolikami,
a chrześcijanami (protestantami)?

 

Kluczową różnicą pomiędzy katolikami i chrześcijanami (protestantami) jest sposób postrzegania Biblii. Katolicy postrzegają Biblię jako autorytet na równi z kościołem (religią katolicką) i jego tradycją. Chrześcijanie natomiast postrzegają Biblię jako najwyższy autorytet wiary i praktyki.

Spróbujmy to skonfrontować i zobaczmy, co takiego Biblia mówi sama o sobie?

2 List do Tymoteusza 3:16-17 mówi nam:
Wszelkie Pismo od Boga natchnione /jest/ i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu.

Ten tekst mówi nam, że Pismo nie jest „tylko początkiem”, lub „tylko podstawą” czy też „fundamentem” na bardziej kompletne tradycje kościoła. Wręcz przeciwnie, Pismo jest doskonale i całkowicie wystarczające pod każdym względem dla chrześcijańskiego życia. Samo w sobie jest wystarczające dla chrześcijanina, aby był prawdziwie przysposobiony do każdego dobrego dzieła.

Z cytowanego listu do Tymoteusza możemy wywnioskować, że Biblia:
– jest natchniona przez Boga,
– jest pożyteczna do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości,
– i jest dla KAŻDEGO człowieka Bożego !  aby ten stawał się doskonały w Bożych oczach.

Bóg nie dał Pisma Świętego tylko dla „wybranych” – dla „elit”, a już na pewno nie pozostawił możliwości „interpretacji” omylnemu i grzesznemu człowiekowi, który przez wiele wieków wykorzystywał Słowo Boże do prowadzenia tak zwanych „świętych” wojen, mordując w różny okrutny sposób miliony ludzi na całym świecie, lub wykorzystujący Ewangelie Bożą jako narzędzie do zaspokajania swojej żądzy władzy i pieniędzy.

Niektórzy mówią: „ja nie jestem teologiem” i nie rozumiem Biblii…

Prawda jest taka,  że tak do końca nikt Jej nie rozumie. Biblia mówi, że Wszystkim tym jednak, którzy Je [Słowo] przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego (J.1,12). Jeśli się nawróciłeś, a Jezus stał się Panem twojego życia, to możesz powiedzieć, że jako nowonarodzony chrześcijanin, jesteś Dzieckiem Bożym i masz najlepszego Ojca w Niebie – idealnego Tatę.

A jak postępuje dobry rodzic? Czy niemowlęciu podaje do jedzenia kotlet schabowy? Albo czy małemu dziecku podaje wino do picia? Otóż nie! Każdy dobry rodzic wie, że choć  kotlet, jak i wino są dobre, to takiego pokarmu dziecko nie jest w stanie przyjąć, a może mu nawet zaszkodzić. Bóg również wie o tym, że nie od razu jesteśmy w stanie wszystko przyjąć, dlatego zostawił nam swoje Słowo, które jest Wiecznie Żywe. Bóg daje nam Je poznać, daje nam poznać siebie i swój wspaniały plan wobec nas stopniowo, tak jak u niemowlęcia zaczynając od podawania nam „mleka” pouczając, abyśmy jako niedawno narodzone niemowlęta pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka Słowa Bożego, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu (1P.2,2). Dlatego, jeśli chcesz wzrastać w wierze, to tak jak dziecko musisz jeść i pić, musisz karmić się Słowem Bożym. Apostoł Piotr poleca: pragnijcie! A czy ty pragniesz?

Nie musisz się obawiać o to, że nie zrozumiesz; o to co Bóg będzie do ciebie mówił podczas czytania Jego słów. Wystarczy, że uwierzysz w to co powiedział Jezus, w obietnicę Bożą: A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J.14,26). Z całą pewnością więc, przy pomocy Ducha Świętego, Pismo Święte może nas nauczać, napominać, poprawiać, trenować i wyposażać, wszystko to w stosownym dla nas czasie.

Wielu katolików zarzuca ewangelicznym chrześcijanom własną interpretację Biblii, cytując słowa: Przede wszystkim to wiedzcie, że wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi (2P.1,20) czy idąc za tłumaczeniem Biblii Tysiąclecia: prywatnego wyjaśnienia, broniąc w ten sposób doktryny katolickiej, która mówi, że „Tylko Kościół autorytatywnie określa, jaki jest sens tekstów Pisma Świętego”.  Historia jednak  pokazuje, iż ten tak zwany „kościół” często się myli, a i wielokrotnie sam sobie zaprzecza. Ważnym i istotnym jest, aby odnosząc się do Słowa Bożego, właściwie rozumieć to, co miał na myśli Apostoł pisząc te słowa.

W Dziejach Apostolskich znajdujemy pochwałę Barejczyków, którzy nie przyjęli bezkrytycznie nauki jaką głosił Paweł z Sylasem, ale codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest (Dz.17,11). Idąc za tym przykładem, Biblijnie wierzący chrześcijanie nie zaprzeczają wartości tradycji Kościoła, jednak utrzymują, że aby ta tradycja miała wartość dla wzrostu Kościoła Chrystusowego, musi bazować na jasnym nauczaniu Pisma i musi się w pełni z nim zgadzać. Czy gdyby Piotr w słowach, że wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi chciał pokazać, że tylko „wybrani” mogą interpretować Biblię, że on i apostołowie są wyżej postawieni niż inni ludzie i że tylko oni mają autorytet wykładni Ewangelii, nie okazałby tym swojej pychy? Uważam, że byłby to nie tylko przejaw pychy, ale byłoby to niezgodne ze Słowem Bożym, które jak już wiemy, jest  aby człowiek Boży był doskonałyKAŻDY CZŁOWIEK! Czy w takim razie katolicka interpretacja tych słów jest poprawna? Dla mnie oczywistym jest, że zgodnie z tłumaczeniem „tysiąclatki” Piotrowi chodziło o „prywatne wyjaśnienie”, czyli takie użycie, interpretacja czy przekręcanie Ewangelii, aby na jej podstawie czerpać z niej dla własnych (prywatnych) potrzeb lub realizacji swoich egoistycznych celów. Warto poprzeć to przykładem, więc przytoczę jeden z wielu w którym wykorzystano Ewangelię do realizacji własnych, prywatnych celów:

Poprzez „prywatne wyjaśnienie” (interpretację) Słowa Bożego i w następstwie odstępstwo kościoła katolickiego,  w 1517roku zakonnik Jan Tecel (Tetzel), popierany przez papieża Leona X został komisarzem ds. odpustów w całych Niemczech. Stało się to mimo iż wcześniej w Innsbrucku oskarżono go o cudzołóstwo i bezecne prowadzenie się. Winy udowodniono i skazano Tecla na karę śmierci. Cesarz Maksymilian rozkazał zawiązać go w wór i wrzucić do rzeki, lecz książę saski Fryderyk w porozumieniu z ówczesnym papieżem wyjednał mu ułaskawienie cesarza. Tecel prowadząc swą działalność handlową na zlecenie papieża Leona X, posunął się do sporządzenia listy opłat za odpuszczenie różnych rodzajów grzechów. Sprzedawał odpusty za zmarłych oraz co chyba najciekawsze, za grzechy jeszcze nie popełnione, traktując darowanie win jak transakcję handlową. Był autorem tych o to słynnych powiedzeń:
– „Gdy moneta w skarbonie zadźwięczy, to dusza w czyśćcu nie jęczy”;
– „Odpusty, to najwznioślejszy i najwspanialszy dar Boży na świecie”;
– „Ten krzyż (a przy tym wskazał na zatknięty czerwony krzyż) jest tak skuteczny, jako krzyż Jezusa Chrystusa”;
– „Chodźcie tedy, ja dam wam list, zaopatrzony pieczęcią, na dowód tego, iż mocą jego nawet i te grzechy wam są odpuszczone, które dopiero w przyszłości popełnić zamierzacie”;
– „Ja bym przywileju mego ani za stanowisko świętego Piotra w niebie nie zamienił, bo ja moimi odpustami więcej wybawiłem dusz, aniżeli on kazaniami swymi”;
– „Odpust i największe nawet gładzi grzechy; przypuśćmy, żeby kto, co jest jednak niemożebną rzeczą, samej matce Bożej gwałt zadał, to nie potrzebuje niczego więcej, jak tylko zapłacić, dużo zapłacić i będzie mu odpuszczone. Wyobraźcie sobie: pokutować przez siedem lat, bądź to w tym życiu, bądź to w czyśćcu; lecz ileż to grzechów popełnia człowiek w przeciągu jednego dnia, jednego roku — a cóż dopiero w całym swym życiu! — Ach, któż policzy mnóstwo tych grzechów? One wszystkie są powodem nieskończonych katuszy w czyśćcu! A oto, teraz mocą jednego odpustowego listu możecie raz na zawsze i we wszystkich wypadkach, wyjąwszy cztery, których rozstrzygnięcie apostolska sobie zastrzega stolica, tudzież i na wypadek śmierci dostąpić zupełnego odpuszczenia wszystkich kar i wszystkich grzechów waszych”.
Te wszystkie bzdury i herezje były głoszone dla pieniędzy, pozyskania jak największych środków, których papież bardzo potrzebował na spłatę długów oraz budowę Bazyliki św. Piotra w Rzymie.

Często można odnieść wrażenie, że od tych pięciuset lat prawie nic się nie zmieniło, nadal religia katolicka praktykuje „udzielanie” odpustów za spełnienie pewnych warunków jak udział w określonych obrzędach, wykonanie określonych czynności i odmówienie wskazanych modlitw.  Wtedy zaś, gdy Tecel prowadził swój proceder, dla Marcina Lutra który był doktorem teologii, był to punkt zapalny do napisania PROTESTU wobec postępowania ówczesnego kościoła w postaci 95 tez, poświęconych w dużej mierze niezgodnej ze Słowem Bożym akcji odpustowej prowadzonej na zlecenie papieża. Protestantami więc nazywa się wszystkich chrześcijan ewangelicznych, którzy idąc za nauką czerpaną od Boga z Biblii, odrzucają wszelką tradycję, kulty, dogmaty czy też doktryny nie mające potwierdzenia w Słowie Bożym, tym samym odrzucających naukę religii katolickiej oraz zwierzchność papieską.

Na podstawie przytoczonego przykładu który nie jest jedynym, oczywistym wydaję się więc być, iż lepiej oprzeć swą wiarę na Słowie Bożym, poprzez które za pośrednictwem Ducha Świętego i zgodnie z Bożą obietnicą, stopniowo będzie nam objawiana Boża Prawda, niż ślepo zawierzyć ludzkiej nauce (interpretacji), bezkrytycznie przyjmując doktryny, dogmaty czy też ustanowione prawa, stojące aż nazbyt często w sprzeczności z Biblią.

Drogi przyjacielu, studiuj Słowo Boże sam dla siebie. W Bożym Słowie znajdziesz Boży opis i Boży zamiar dla Jego Kościoła, oraz poznasz, do czego osobiście zostałeś powołany, co Bóg przygotował dla ciebie. 2 List do Tymoteusza 2,15 mówi: Dołóż starania, byś sam stanął przed Bogiem jako godny uznania pracownik, który nie przynosi wstydu, trzymając się prostej linii prawdy.


 

Druga znacząca różnica pomiędzy katolikami i chrześcijanami ewangelicznymi, to rozumienie w jaki sposób dotrzeć do Boga. Katolicy zwykli są przystępować do Boga poprzez pośredników takich jak ksiądz, biskup czy papież oraz przez wstawiennictwo lub pośrednictwo Marii zwanej w Polsce Maryją, czy innych zmarłych zwanych „świętymi”. Ogromne znaczenie mają też czynności sakramentów, które to według doktryny religii katolickiej, są „konieczne do zbawienia” (KKK 1129).

Biblia natomiast naucza że Jezus, poprzez swoją jedyną, doskonałą i ostateczną ofiarę na krzyżu spłacił nasz list dłużny – odkupił nas swoją świętą krwią RAZ i NA ZAWSZE. Gdy umierał na krzyżu Golgoty, Bóg rozdarł zasłonę w świątyni dając nam bezpośredni dostęp do siebie. Chrześcijanie przystępują więc do Boga bezpośrednio, kierując swoje modlitwy nie do kogoś innego, ale właśnie do samego Boga. Biblia mówi, że my sami możemy mieć dostęp do Bożego tronu łaski (Hbr.4,16) i jasno mówi nam, że Bóg pragnie abyśmy modlili się do Niego, abyśmy mieli z Nim społeczność, abyśmy prosili Jego o rzeczy, których potrzebujemy  (Fil.4,6);  (Mt.7,7-8);  (1J.5,14-15).

Nie ma potrzeby mediatorów, wstawienników, pośredników czy orędowników ponieważ to Jezus jest naszym jedynym pośrednikiem: Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus (1Tym.2,5)  Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. (Hbr.7,25).

To sam Chrystus wraz z Duchem Świętym wstawiają się za nami i pomagają nam: Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. (Rz.8,26-27).

Przyjacielu, Bóg kocha cię bez względu na wszystko i poprzez Jezusa zapewnił tobie otwarte drzwi do bezpośredniej relacji z Nim, do której ciebie i każdego innego człowieka zaprasza. Przyjdź do Jezusa już dzisiaj, teraz.


 

Największa jednak różnica pomiędzy katolikami i biblijnymi chrześcijanami dotyczy sprawy zbawienia. Katolicy postrzegają zbawienie prawie całkowicie jako proces, którego rezultat trudno przewidzieć, podczas gdy chrześcijanie widzą zbawienie jednocześnie jako uzyskany status i wynikający z niego proces.

Katolicy widzą siebie jako „ci, którzy są zbawiani” lub jako „ci, którzy będą zbawieni” o ile spełnią wszystkie „warunki”, podczas gdy chrześcijanie postrzegają siebie jako „tych, którzy już zostali zbawieni” i nie jest to przejaw pychy, ale jednoznaczna Boża obietnica.

1 List do Koryntian 1,2 mówi nam:
(tym) poświęconym w Chrystusie Jezusie, powołanym świętym…
Słowa „poświęcony” i „święty” pochodzą od tego samego greckiego korzenia. Ten werset deklaruje, że chrześcijanie są jednocześnie poświęceni i powołani do tego, aby być uświęconymi (świętymi). Biblia prezentuje zbawienie jako dar, który otrzymuje się w momencie, kiedy osoba wyznaje wiarę w Jezusa Chrystusa, jako Zbawiciela (J.3,16) Kiedy osoba otrzymuje Chrystusa jako Zbawiciela, staje się usprawiedliwiona (Rz.5,9), odkupiona – ocalona od niewoli grzechu (1P.1,18), pogodzona z Bogiem, doświadczająca pokoju z Nim (Rz.5,1), uświęcona i oddzielona dla Bożego planu (1Kor.6,11) i narodzona na nowo – jako nowe stworzenie (1P.1,23); (2Kor.5,17). Każdy z tych wymienionych faktów są spełnionymi obietnicami Bożymi, które otrzymuje się w momencie zbawienia. Chrześcijanie są od tego momentu powołani do tego by żyć praktycznie i wydawać owoce swojej wiary, są powołani by być świętymi i do tego, co już jest prawdą dla uświęconych.

Katolicki pogląd mówi, że zbawienie jest dane przez wiarę, ale później musi być niejako “utrzymane” poprzez dobre uczynki i udział w sakramentach (KKK 1247-1249).
Biblijni chrześcijanie nie zaprzeczają wartości i znaczenia dobrych uczynków, ani tego, że Chrystus powołuje nas do przestrzegania Jego przykazań i do posłuszeństwa względem Niego. Różnica jednak polega na tym, że chrześcijanie postrzegają te rzeczy nie jako wymóg czy też źródło zbawienia, jak byśmy mogli sobie na nie „zapracować”, czy też zasłużyć, ale jako rezultat zbawienia – owoc nawrócenia, przyjęcia Słowa Bożego i zrodzonej ze słuchania tego Słowa prawdziwej wiary, która nigdy nie jest martwa! Samo zbawienie to już zakończona praca, wykonana przez jedyną i doskonałą ofiarę Jezusa Chrystusa (1J.2,2) na krzyżu Golgoty. Bóg oferuje nam zbawienie i zapewnienie zbawienia jako DAR, ponieważ ofiara Jezusa była pełna, kompletna i doskonale wystarczająca i nic już nie musimy do niej dokładać bo czyż za dar się płaci? Jeśli otrzymujemy Boży cenny dar zbawienia, możemy wiedzieć i być pewni, że jesteśmy zbawieni.

W 1 Liście Jana 5,13 czytamy To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny. Nie ma w tych słowach odniesienia do niewiadomej przyszłości, ale do czasu teraźniejszego: tu i teraz macie żywot wieczny! Opierając się na tej Bożej obietnicy możemy być pewni, że mamy życie wieczne i że jesteśmy zbawieni dzięki wielkości ofiary Chrystusowej. Ofiara Chrystusa nie potrzebuje tego, aby ją odnawiać, powtarzać czy też sprawować. W kilku miejscach w Biblii znajdziemy potwierdzenie wystarczalności ofiary odkupienia naszych grzechów i win przez Chrystusa:

uczynił to bowiem raz na zawsze, gdy ofiarował samego siebie.  (Hbr.7,27)

mocą tej woli jesteśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze. (Hbr.10,10)

Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przywieść do Boga  (1P.3,18)

Nie ma więc potrzeby sprawować „ofiary eucharystycznej”! Ofiara Jezusa raz na zawsze była absolutnie i doskonale wystarczająca, co też potwierdził On sam, gdy konając na krzyżu powiedział ostatnie swe słowa:

Wykonało się!  (J.19,30)

Ofiara Jezusa była całkowitą zapłatą za nasze grzechy (1J.2,2). W rezultacie, wszystkie nasze grzechy zostały przebaczone i mamy obiecane życie wieczne w niebie w momencie otrzymania daru jaki Bóg nam oferuje – zbawienia przez Jezusa Chrystusa (J.3,16).

Amen.