Miesięczne archiwum: Grudzień 2015

kotwica duszy


Abyśmy (…) mieli mocną zachętę do pochwycenia leżącej przed nami nadziei. Jej to trzymamy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej.

List do Hebrajczyków 6,18-19

 

Płynący na wielkiej, rwącej rzece statek wymknął się spod kontroli. Zawiódł układ sterowania, a statek, targany bezwładnie przez nurt, uszkodził poważnie kilka domów, postawionych bezpośrednio nad brzegiem. Pasażerowie popadli w panikę, wielu uległo w tej szamotaninie poważnym obrażeniom. Gdyby zarzucono kotwicę w odpowiednim czasie, szkody byłyby nieporównywalnie mniejsze. Nie zrobiono tego jednak, gdyż była uszkodzona.

Jakże szybko życie może wymknąć się nam spod kontroli! Wystarczy zła, przygnębiająca wieść albo strach przed poważną chorobą. Byle doświadczenie, a już jesteśmy zaniepokojeni i tracimy wewnętrzną równowagę. Wcale nierzadko obezwładnia nas poczucie, że grunt wali się nam pod nogami.

Jak dobrze ma się każdy, kto zna pewną i niezawodną „kotwicę duszy”, którą podaje nam sam Bóg. Jest to „kotwica”, która utrzyma nas w równowadze i bezpiecznie przeprowadzi przez najgorszą nawałnicę – „kotwica”, której nic nie jest w stanie zerwać. Jest nią sam Jezus Chrystus, a wraz z Nim wszystkie niezmienne obietnice Boga. Gdy nadchodzą problemy i przytłaczająca udręka, chrześcijanin ma przywilej, by oprzeć się na tej mocnej kotwicy. Bóg chce, aby ci, których odkupił, zdali sobie sprawę z tego, jak niezachwiane i pewne są wszystkie Jego przyrzeczenia. To mocne oparcie, stojące do dyspozycji wierzących każdego dnia, jest wystarczającym zabezpieczeniem przed wymknięciem się życia spod kontroli.

Kierując wzrok na pewny cel – cudowną przyszłość u boku Chrystusa – apostoł Paweł krzepił wierzących Tesaloniczan, pisząc:

I tak zawsze będziemy z Panem.
Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy.
                                                 (1. Tes. 4,17-18).