chwal, duszo moja, Pana!


Alleluja. Chwal, duszo moja, Pana! Chwalić będę Pana, pókim żyw, śpiewać będę Bogu memu, dopóki żyć będę.
Psalm 146,1-2

 

Chwalcie Pana! Chwal, duszo moja, Pana! – Chwal Tego, który pozostawił chwałę na wysokości i zstąpił na tę pogrążoną w ciemności ziemię, by móc nas uratować i nabyć na własność jako cenny skarb. Jego imię to Jezus – On, Stwórca wszystkiego, który podtrzymuje wszystko swoją mocą. Przyszedł na świat, przyjął postać sługi, a Jego doskonałe posłuszeństwo i miłość przeszły zwycięsko wszelkie próby i rozbłysły w całym swym pięknie na Golgocie. Był cichy i pokornego serca. Jego życie w każdym najdrobniejszym szczególe zawsze podobało się Bogu, Jego Ojcu. Jezus okazywał współczucie zasmuconym, uwalniał opętanych, pocieszał złamane serca. Jego jedynym celem było oddanie chwały Bogu Ojcu. Napominał uczonych w Piśmie i faryzeuszy, wykazywał ich hipokryzję, wołał „biada” nad ich niewiarą. Był niezrozumiany, pogardzany i odrzucony, znienawidzony i niechciany. Jednak nigdy nie był wrogo usposobiony wobec swoich wrogów, nie opierał się im ani nie przeciwstawiał. Kiedy cierpiąc wisiał na krzyżu, słysząc i czując ich wszystkie szyderstwa, modlił się Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią.

On umiłował aż do końca tych, którzy na tym świecie stali się Jego własnością. Było w nich wiele rzeczy, które Go zasmucały – pycha i niezadowolenie – ale mimo tego wszystkiego tak bardzo ich umiłował. Na końcu Piotr zaparł się Go, a wszyscy uczniowie, zgorszeni Jego bezkompromisową postawą wobec wszystkiego, co nie było po myśli Boga, opuścili Go – ale On ich miłował. Wszystko znosił, wszystkiemu wierzył, zawsze miał nadzieję, i dlatego mógł położyć za nich swoje życie. Został pogrzebany, ale trzeciego dnia zatriumfował, powstał z martwych, pokonał zwierzchności i moce władzy szatana raz na zawsze!