dwukrotnie uratowany (2)


Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.
1. List do Koryntian 1,18
 
dokończenie wczorajszego wpisu….

– Nie wiem, jak długo stałem tak na wieży z rozpostartymi ramionami i dlaczego nie wykonałem skoku. W każdym razie wycofałem się z trampoliny i zszedłem na dół. Udałem się na brzeg basenu, aby skoczyć. Nie wiedzieć czemu, zszedłem jednak po schodach, stając stopami na dnie; zamarłem – dotknąłem twardego betonowego podłoża… Poprzedniego dnia wieczorem spuszczono wodę, a ja nic o tym nie wiedziałem! Mimowolnie po plecach przeszedł mi zimny dreszcz. Gdybym skoczył, byłby to mój ostatni skok. Ten krzyż na ścianie uratował mnie tej nocy. Byłem tak głęboko wzruszony i wdzięczny, że Bóg w swojej łasce zachował mnie przy życiu, że uklęknąłem na brzegu basenu.
Uświadomiłem sobie wówczas, że oprócz mojego ciała Bóg chciał ratować moją duszę. Aby to było możliwe, potrzebny był jednak inny krzyż – krzyż, na którym umarł Jezus Chrystus, aby mnie zbawić. On uczynił to w chwili, gdy klęcząc wyznałem Mu moje winy i oddałem się w Jego ręce. Tej nocy zostałem podwójnie wyratowany! Do dziś posiadam zdrowe i sprawne ciało, ale o wiele ważniejsze jest dla mnie to, że jestem uratowany na wieczność.
Być może rozumie już pan, dlaczego zawsze najpierw zanurzam w wodzie palce stopy, zanim wykonam skok – to przypomina mi o tym dniu, który zmienił moje życie.