dwukrotnie uratowany


W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli.
1. List Jana 4,9

 

Pewien człowiek miał dziwny zwyczaj, że ilekroć rozpoczynał pływanie na basenie, najpierw zanurzał w wodzie stopę, a potem wchodził wysoko na wieżę, by wykonać w pięknym stylu skok na główkę. Gdy któregoś razu ktoś zagadnął go o to, odpowiedział:

– Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia, ale rzeczywiście istnieje głębszy powód; zdradzę go panu. Przed kilkoma laty byłem nauczycielem pływania grupy mężczyzn. Moim zadaniem było doskonalenie stylu oraz nauka nurkowania.
Pewnej nocy zdarzyło się, że nie mogłem zasnąć. Postanowiłem pójść na pływalnię, do której jako prowadzący szkolenia posiadałem klucze. Miałem nadzieję, że gdy trochę popływam, będę mógł lepiej spać. Nie zaświeciłem światła, bo bardzo dobrze znałem układ pomieszczeń. Dach był ze szkła, a światło księżyca było wystarczająco jasne. Gdy stanąłem na najwyższym piętrze wieży, ujrzałem cień mojego ciała, który odbijał się na przeciwległej ścianie. Z powodu rozłożonych na boki ramion, moja sylwetka tworzyła wspaniały krzyż. Zamiast skoczyć, pozostałem w tej pozycji i przyglądałem się temu niesamowitemu cieniowi.
Gdy tak trwałem w bezruchu, przyszedł mi na myśl krzyż Chrystusa i jego znaczenie. Nie byłem chrześcijaninem, ale jako chłopiec nauczyłem się pewnej pieśni, której słowa nagle mi się przypomniały:;

On umarł, by nas uratować
Dał życie, by nas zachować.
Radośnie do nieba kroczymy,
W krwi Jego zbawienie widzimy!

(c.d. jutro)