światłość przed ludźmi


Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego.
Ewangelia Mateusza 5,16

 

Gdzie ma świecić nasze światło? Po pierwsze wobec najbliższych, w rodzinie. Z pozoru to znana i oczywista prawda, z doświadczenia jednak wiemy, że chyba o niczym tak szybko nie zapominamy, jak właśnie o tym. Staramy się okazywać cierpliwość, być przyjaznymi i pokornymi wtedy, kiedy znajdujemy się wśród obcych ludzi. Lecz jak jest wśród swoich? Uprzejmy uśmiech poza domem, a w domu kwaśna mina, wybuchy niezadowolenia i nieustanne narzekanie? Żona, dzieci, okoliczności – wszystko nie tak, jak byśmy chcieli! Takie postępowanie to obłuda. Oby Pan darował nam łaskę, abyśmy potrafili kontrolować swoje własne zachowanie.

Istnieje pouczająca historia, którą opowiadał pewien wierzący człowiek, będący w podeszłym wieku:
– „Zdarzyło się, że byłem gościem u znajomego. Rozpoczynając dzień, modlił się długo, prosząc także Pana, aby go zachował od grzechu i aby mu darował usposobienie, jakie było w Chrystusie. Była to trafna modlitwa. Przyszło mi na myśl, że zapewne musi być przykładnym chrześcijaninem. Jednak w godzinę później przechodząc przez podwórze słyszałem, jak łajał służbę. Potem było jeszcze gorzej. W domu wszystko mu przeszkadzało, był zdenerwowany i niecierpliwy. Po kolacji nie mogłem się już powstrzymać i zacząłem o tym rozmawiać. O dziwo, człowiek ten nie uważał swojego zachowania za niewłaściwe. Dopiero moje pytania zaczęły stopniowo poruszać jego od dawna znieczulone sumienie”.

Tak, tolerowanie zła we własnym życiu rzuca zły cień na nasze wzniosłe powołanie i zatwardza nasze sumienia. Nie dopuśćmy więc, by światło, jakie Pan włożył w nasze serca, przygasało z powodu uczynków naszej starej, zepsutej natury!